Dreamkiller (PC, Xbox 360)

By admin on niedziela, Październik 25, 2009

0 Comments

Filed Under: PC, Xbox 360

Dreamkiller (PC, Xbox 360)

Wczoraj napisaliśmy, że staramy się nie recenzować produktów słabych i niewartych uwagi. Niestety ostatnio rynek skupił się z jakiejś niewiadomej nam przyczyny na wypuszczaniu głównie tytułów, które już po kilkudziesięciu minutach odrzucają od komputera. Dziś przedstawiamy kolejny taki produkt.

Dreamkiller produkcji czeskiego dewelopera Mindware Studios zapowiada się według komunikatów płynących z okładki jako dość ciekawa, niskobudżetowa, zrobiona w starym oldschoolowym stylu strzelanka, która nie powali nas złożonością fabuły lub interefejsu.

Wspomniana fabuła jest dość ciekawa. Jako gracze wcielamy się w postać Alice Drake, która jest psychologiem wyspecjalizowanym w zwalczaniu fobii swoich pacjentów. Stosuje ona dość specyficzną metodę polegającą na „wchodzeniu” w umysły pacjentów i dosłownym walczeniu w nich z fobiami. Czyli zapowiada się ciekawa fabuła, choć trzeba przyznać, że nie jest ona nadto wysublimowana. Każda misja, których w sumie jest w grze dwanaście sztuk, to jedna sesja z jednym pacjentem. Każdy pacjent to różne fobie, a różne fobie to różni wrogowie spotykani w umyśle. Dla przykładu klient chory na arachnofobię ma w umyśle hordy ogromnych, nastawionych do nas wrogo pająków. Czyli jak widać zrobiono to z głową i z sensem. Niestety tylko to, bo potem jest gorzej.

Gorzej, bo gra ma wiele dokuczliwych wad. Pierwsza to wspomniani wrogowie. Jak na prostą strzelankę typu arcade jest ich tutaj cała masa. Jednak ich wadą jest niewielkie zróżnicowanie oraz sposób zachowywania się. Gdy tylko nas zauważą, to od razu bezmyślnie na nas ruszają. Ponieważ ich liczba jest ogromna, to pozostaje nam uciekać i odganiać się od nich żeby możliwe było oddanie strzału. Niestety jest mało przyjemne na dłuższy czas.

Druga wada to bronie. Podstawowe maszynki do niszczenia to ponadnaturalne moce pani psycholog czyli podpalenie i odepchnięcie. Jednak wadą ich jest skuteczność oraz to, że do skorzystania z nich potrzebne jest energia psychiczna, która bardzo szybko się wyczerpuje. Jednak producenci stworzyli możliwość walki za pomocą tradycyjnych broni. Niestety również w tym przypadku jest problem. Tradycyjne bronie są mało skuteczne. Jedyne co jest warte uwagi to minigun z podczepionym granatnikiem ale dopiero gdy zdobędziemy odpowiednią ilość punktów doświadczenia i dokonamy upgrade’u tej broni. Wtedy granatnik jest niesamowicie skuteczny. A ponieważ w grze amunicja jest nielimitowana, a pozostałe bronie wypadają przy granatniku niezwykle blado, to przez większość rozgrywki korzystamy głównie z niego. Oznacza to, że jest trochę nudno w tym względzie.

Na plus należy zaliczyć lokacje. Nie chodzi w tym wypadku o to, że ich architektura powala na kolana. Ważne jest to, że są one bardzo różnorodne. Każda z nich wyraźnie odzwierciedla inną, kolejną fobię z jaką przychodzi nam się zmagać. W przypadku wspomnianej arachnofobii są to oblepione z każdej strony gęstymi pajęczynami jaskinie. Widać, że możliwość tworzenia zupełnie niezależnych od siebie lokacji został wykorzystany w znacznym stopniu. Szkoda jednak, że lokacje to jedyna rzecz jaka ratuje tą grę.

O oprawie audio i video nie ma co się rozpisywać. O ile efekty dźwiękowe i muzyczne stoją na trochę wyższym niż przeciętny poziomie, to z grafiką jest już znacznie gorzej. Gra wygląda trochę jakby pochodziła z poprzedniej epoki. Niestety ta część również została położona przez autorów, choć tego akurat można się było spodziewać, bo przecież Dreamkiller to tytuł niskobudżetowy.

Podsumowując doradzamy Wam omijać tą grę z daleka. Nie dostarczy Wam ona należytej ilości fun-u. Nie spędzicie przy niej miło czasu. Niestety ciężko jest ją w jakikolwiek sposób obronić. Argument o jej niskiej cenie w tym przypadku wydaje się śmieszny. Lepiej poszukajcie jakiś starszych strzelanek. Wyjdzie podobnie cenowo a dużo lepiej jeśli chodzi o poziom rozrywki.

PS Z dziennikarskiego obowiązku dodamy, że gra jest dostępna również na Xbox-a 360. To jednak nie zmienia tego, że wciąż jest to ten sam, słaby tytuł.

No Comments for this post

No comments yet.

Leave a comment

Name (required) Comment
Mail (required)
Website