The Conduit (Wii)

By admin on wtorek, Wrzesień 1, 2009

0 Comments

Filed Under: Nintendo Wii

The Conduit (Wii)

The Conduit był bardzo szumnie zapowiadanym FPS dostępnym wyłącznie na konsolę Nintendo Wii. Gracze mieli zostać powaleni przepiękną grafiką, która w założeniu miała wycisnąć ostatnie soki z możliwości tej konsoli. Oprócz tego bohater miał przeżywać niesamowite przygody w fabule pełnej zwrotów akcji. Gra zaś miała zaskoczyć nowatorskim podejściem do mechaniki gry i wykorzystywania możliwości dostępnych dzięki oryginalnemu rozwiązaniu sterowania w Wii. Jak zauważyliście pewnie w powyższym wstępie pojawiło się dużo razy słowo „miała”. Niestety jest ono użyte nie bez powodu – mimo dających wiele nadziei zapowiedzi, The Conduit okazał się co najwyżej tytułem przeciętnym. Dlaczego? Dowiecie się tego w dalszej części recenzji.

Na początek jak to zwykle pójdzie fabuła. W założeniach i według informacji od producentów gry miała ona zaskakiwać i być oryginalna. Ostatecznie wyszło… jak wyszło. Fabuła na pewno nie jest oryginalna. Ile razy w grach komputerowych odpieraliśmy atak kosmitów na Ziemię? 100? 200? Są jednak przykłady gier, które mimo odświeżania tego oklepanego pomysłu potrafiły zaskoczyć jak np. serie Halo czy Half-life. Tutaj zaś mizeria. W The Conduit chodzi o to, że jako Michael Ford, agent rządowy mamy zająć się likwidowaniem obcych. Zaś obcy są wredni i przemieszczają się za pomocą specjalnych teleportów. My zaś w trakcie rozgrywki zostaniemy wystawieni przez naszych rzekomych współpracowników, którzy kolaborują z ufo-kami. W założeniu to może być nawet dobra fabuła ale wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że twórcy postanowili ją opowiedzieć za pomocą nudnych, mało estetycznie wykonanych i amatorsko zdubbingowanych filmików, które pojawiają się w czasie ładowania kolejnych misji.

Teraz trochę o naszych przeciwnikach, broniach i o lokacjach. Kampania składa się z 10 misji, które przejdziemy w bagatela około siedem godzin czyli nie zabawimy się zbyt długo. Lokacje są zrobione jak od szablonu – nudno i bez polotu. W kółko dzieje się ten sam scenariusz – wchodzimy do jakiegoś pomieszczenia a z niego wysypują się (dosłownie!) hordy obcych. My w nich „nawalamy” z naszego arsenału ale oni pojawiają się na nowo dopóki nie rozwalimy portali, z których oni wychodzą. Jednak monotonia nie jest najgorsza w tym wypadku. Najgorsza jest frustracja, bo naprawdę ciężko jest się osłonić przed tą ilością wrogich pocisków i ciągłych wybuchów. Poza tym trzeba dodać, że znakomita większość walk odbywa się w ciasnych korytarzach, co nie ułatwia nam działania.

Wspomniałem, że lokacje bardzo się powtarzają ale nie dodałem, że przeciwnicy również. Zmierzymy się z dwoma kategoriami wrogów: wojskiem i kosmitami. Niestety w każdej kategorii jest po około 4 typy oponentów czyli razem da nam to jakieś 10 typów. Mało trochę. Jednak gorsze jest to, że jakość wykonania ich pozostawia wiele do życzenia. Mizerne tekstury i słabiutkie AI to główne ich „grzechy”. Trzeba jednak tutaj zaznaczyć, że dostępny arsenał naprawdę może ucieszyć. Typów broni jest wiele, animacje ich zachowań są ciekawe (szczególnie tych, które zgarniemy kosmitom) więc jest z czego „naparzać”.

Póki co wymieniałem same minusy tej gry. Czy zatem posiada ona jakieś dobre strony? Tak, i to aż dwie. Pierwszym jest sterowanie. Miało ono być intuicyjne i jest. Mało tego – sposób kontroli w The Conduit jest jednym z lepszych, jakie można spotkać w grach przeznaczonych na Nintendo Wii. Najlepszym tego dowodem jest to, że już po kilku minutach możemy się do niego przyzwyczaić i „załapać” o co chodzi np. precyzyjnie celując w kolejnego wroga. Za to sterowanie twórcą należą się brawa. Podobnie jak za pewien ciekawy patent jakim jest All Seeing Eye (ASE). ASE służy do widzenia rzeczy, których normalnie nie widać. Oprócz tego używamy tego ustrojstwa do rozbrajania min, hakowania komputerów oraz poszukiwania sekretów. Szkoda tylko, że to bardzo perspektywiczne rozwiązanie ma tak ograniczone możliwości. Miejmy nadzieję, że autorzy nie porzucą go i jeszcze kiedyś wykorzystają taki pomysł.

Na koniec kilka słów o grafice i dźwięku. Grafika jest przeciętna. Lokacje nie zachwycają, bo są szaro-bure, pełne pustych i wąskich korytarzy zaś przeciwnicy wykonani ze słabych tekstur. Brak jest jakiś rzucających na kolana fajerwerków graficznych a przecież to zapewniali w swoich zapowiedziach deweloperzy. Jednak wspomniane animacje broni mogą ucieszyć oko. Dźwiękowo jest poprawnie, nie wliczając w to dubbingu, który usłyszymy przy okazji oglądania filmów. Muzyka jest znośna, dostosowuje się do tego co dzieje się na ekranie, a odgłosy z pola walki nie są może jakieś świetne ale też nie rażą po bębenkach.

Jeszcze tylko o jednym pozytywie tej gry czyli tryb multiplayer. Według niektórych press release’ów od dewelopera tytuł miał kłaść spory nacisk na rozgrywkę wieloosobową. Widać, że autorzy się przyłożyli do tej części zabawy. Razem „hasać” po planszy może do 12 graczy, którzy mają do wyboru kilka trybów rozgrywki. Dostępny jest zarówno tryb drużynowy jak i solo. Możemy wykonywać jakieś zadania lub po prostu zagrać sobie wesołą rozwałkę każdy na każdego w deathmatch’u. Tryb multiplayer’a naprawdę ratuje ten tytuł.

Powoli czas zbliżyć się do końca tej recenzji. The Conduit miało być konkurentem dla najlepszych FPS-ów jakie ujrzały czytniki płyt zamontowane w konsolach. Niestety mimo szumnych zapowiedzi tak z pewnością się nie stanie. Miała być rewolucja a wyszło przeciętnie. Szkoda, bo zapowiadało się, że na lato w nasze łapki trafi kolejna gra, która wywróci nasze myślenie o zabawie w FPS-ach.

No Comments for this post

No comments yet.

Leave a comment

Name (required) Comment
Mail (required)
Website